sobota, 13 września 2014

Żyjące obrazy

Czy malowidła to rzeczywiście tylko farby i płótno? Nie tak do końca nieusprawiedliwione pytanie, gdyż czasami obrazy zdradzają się ze swoim własnym, niesamowitym życiem.

Pierwszym portretem zamówionym u Andre Marcellina, francuskiego portrecisty, który zaczął malować w Paryżu w 1907 roku, była podobizna znanego magnata filmowego. Dwa dni po ukończeniu dzieła sportretowany zmarł, a lekarze nie potrafili stwierdzić przyczyny.
Sytuacja się przy następnym zamówieniu, nawet dwudniowy odstęp pozostał ten sam. Wtedy artysta zdecydował, że nie będzie malował żyjących.
W tym postanowieniu wytrwał dopóty, dopóki akceptowano jego odmowę, nie zadając pytań. Pewien szczególnie uparty klient chciał jednak poznać przyczyny odmowy. Kiedy mistrz wyjawił historię, mężczyzna zarzucił mu zabobonność i nalegał, aby, klątwa nie klątwa, portret namalować. Po długich namowach młody artysta wyraził zgodę. Ten klient żył jedynie dzień dłużej niż jego poprzednicy: umarł dopiero trzy dni po odebraniu obrazu
Na wiosnę 1913 roku Andre Marellin świętował zaręczyny z czarującą Francoise Noel. jego wybranka koniecznie chciała, aby ją sportretował. Z początku próbował się wymówić. Kiedy wykręty przestały skutkować, a Francoise groziła zerwaniem zaręczyn, Andre zaklinał dziewczynę, żeby nie nalegała, bo on nie chce jej narażać. natrafił jednak na brak zrozumienia i coraz uporczywsze prośby.
W końcu Marcellin, przyciśnięty do muru, zgodził się. Tydzień później - na długo przed ukończeniem obrazu - Francoise Noel zmarła. Przyczyna śmierci jak zawsze nieznana. Całkowicie załamany młody malarz popełnił chyba najoryginalniejsze samobójstwo wszech czasów: namalował autoportret. Cztery dni później po ukończenie obrazu, 2 stycznia 1914 roku, wybiła jego ostatnia godzina.
Niesamowita historia, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę okoliczność, że za "śmiertelnymi obrazami" nie mogły kryć się nieświadome, parapsychologiczne zdolności malarza. Śmierć Marcellina nie zakończyła bowiem czarnej historii.
Trwała ona nieprzerwanie do naszych czasów, a jej ostatnią ofiarą była rodzina pewnego rzymskiego biznesmena. Mężczyzna zakupił obraz Marellina przed kilkoma laty na licytacji w mediolańskim domu aukcyjnym i powiesił go w swoim domowym gabinecie. Miesiąc później zmarł, a zaraz po nim jego żona. Niedługo potem ich syn miał ciężki wypadek samochodowy.
Jedno z tragicznych wydarzeń związanych z obrazami Marcellina pokazuje, że nieszczęścia prześladowały nie tylko uwiecznionych na płótnie, W 1912 roku w Turynie spłonął dom aż po fundamenty. W pożarze zginęły cztery osoby. Ogień wybuchł z nie wyjaśnionego powodu w jednym pokoju i doszczętnie zniszczył wszystkie znajdujące się tam obrazy. poza jednym: portretem świętego Krzysztofa, namalowanym przez Andre Marcellina.
Na całym świecie znajduje się około 10 malowideł tego niezbyt znanego artysty. Wszystkie obrazy Marcellina utrudniały swoim właścicielom życie, na ogół przyczyniały się do ich zakończenia.

Źródło: książka "Zagadkowe rzeczywistości z archiwum zjawisk nie wyjaśnionych"  Viktora Farkas

3 komentarze:

  1. Podobnie, jak z death note :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to nic nowego i to naprawdę ciekawa sprawa. Przyjrzyj się fotografia... Też można zobaczyć ich życie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Super post, oby takich więcej ;D.

    OdpowiedzUsuń